<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Mały Wan nie zna słowa “jangujsty"">
<author_1="S. Kożewnikow">
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954">
<month="6">
<date="1954-06-17">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
30 listopada 1951 r., gdy otwarły się drzwi szarego murowanego domu, ludzi przejęła zgroza. W ciągu kilku dziesięcioleci w murach przytułku przebywało 25.600 dzieci. Światło wolności ujrzało z nich tylko 1.600. Dwadzieścia cztery tysiące dzieci zginęło z chorób, zabójczej pracy, na skutek wycieńczenia i chłosty.
Otwórzmy drzwi jeszcze jednego domu. Znajduje się on w najbardziej ożywionej dzielnicy Pekinu, w pobliżu centrum handlowego — ulicy Wanfutsin. Jego zielony dach góruje nad niskimi, jak gdyby przypłaszczonymi domkami. Budynek ten wzniósł tutaj na początku naszego stulecia   Rockefeller. Milioner rozumiał, że kraj ten, z jego obszernym terytorium i wielomilionową ludnością, może stać się źródłem dobrych interesów. I aby zapuścić korzenie w ziemi chińskiej, stworzył w Pekinie instytut medyczmy i szpital. Prawda, jak szlachetnie?
Do szpitala jednak przyjmowani byli tylko Chińczycy z wyższych sfer: burżuazja kompradorska, urzędnicy kuomintagowscy, obszarnicy. Dla prostych ludzi „dobroczyńca" urządził tzw. „salę trzeciej klasy". Pacjenci zostali tu zdegradowani do roli królików doświadczalnych. „Sala trzeciej klasy" była w istocie rzeczy salą tortur.
Oddziałem dziecięcym „sali trzeciej klasy" kierował Amerykanin A. Black. Lekarz chiński — obecnie zastępca  dyrektora pekińskiego Państwowego Szpitala Dziecięcego — U Żuj-pin. który znał Blacka osobiście, opowiedział mi. że jako lekarz był to w istocie zupełny ignorant. Miał on jednak ambicje, chciał wynaleźć nowy sposób leczenia odry. Był przekonany, że uda mu się dokonać tego wcześniej, niż komukolwiek innemu, ponieważ lekarze na całym świecie przeprowadzała doświadczenia na zwierzętach, a Black eksperymentował... na żywych dzieciach.
I uśmiechnięci policjanci przyprowadzali Blackowi jedno dziecko po drugim. Black brał krew od chorych dzieci i zarażał nią dzieci zdrowe. Były wypadki śmiertelne, była rozpacz i łzy. Ale cóż to obchodziło doktora Blacka? Umierały przecież chińskie dzieci, płakały chińskie matki...
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article>
</title_newspaper>